Symbole spotykają mnie od lat.
Kiedyś patrzyłam na nie trochę inaczej. Gorliwie wpisywałam w wyszukiwarkę, co oznacza dane zwierzę, liczba, zbieg okoliczności czy powtarzający się motyw. Szukałam odpowiedzi, znaczeń i potwierdzeń.
Z czasem coś się jednak zmieniło.
Przestałam traktować symbole jak wyrocznię, a zaczęłam patrzeć na nie jak na drogowskazy. Nie po to, by mówiły mi, dokąd mam iść, ale by pomagały mi lepiej rozumieć drogę, którą już podążam.
I paradoksalnie, im mniej gorliwie szukam znaczeń, tym więcej zaczynam dostrzegać.
Jeden po drugim pojawiają się w moim życiu.
Dziś spotkałam ślimaka.
I niemal od razu wiedziałam, dlaczego tak bardzo mnie zatrzymał.
Podczas ostatniej pełni księżyca, w Kręgach Aleksis, wrócił temat mojego astrologicznego ognia Barana. Mojego Słońca w Baranie, ale również Marsa, który jest jego władcą i znajduje się u mnie w Byku.
To ciekawe połączenie ognia, który chce ruszać, z energią, która potrzebuje budować powoli i stabilnie.
Wczoraj, podczas rozmowy, powiedziałam Aleksis, że właśnie zwalniam.
A następnego dnia pojawił się ślimak.
Przez jakiś czas nie rozumiałam swojej energii. Bieg, stop. Bieg, stop. Chwile ogromnego zapału, a później potrzeba zatrzymania. Czasami próbowałam zrozumieć, dlaczego nie potrafię utrzymać jednego tempa.
A tymczasem może wcale nie chodzi o to, żeby utrzymywać jedno tempo.
Może chodzi o to, żeby nauczyć się rozpoznawać własny rytm.
Ślimak nie przyszedł mi powiedzieć, co mam robić. Nie potraktowałam go jak wyroczni. Stał się obrazem czegoś, co już od jakiegoś czasu zaczynałam w sobie rozumieć.
Dziś nie walczę już z tym, że czasami robię coś wolniej niż inni.
Nie muszę dorównywać tempu otoczenia. Nie muszę być w ciągłym ruchu, żeby czuć, że idę do przodu.
Mogłabym upierać się przy samym ogniu Barana. Chcieć, rozpoczynać, zdobywać, przyspieszać. Ale czy byłoby to w pełni zgodne ze mną?
Nie chcę już wybierać jednej części siebie i udawać, że pozostałe nie istnieją.
I właśnie tutaj chciałabym zatrzymać się na chwilę.
Z dachu Orionki widzę, jak wiele różnych języków może pomagać nam poznawać siebie. Symbole, astrologia, Human Design, numerologia, spotkania z naturą, codzienne doświadczenia, rozmowy, a nawet pozornie małe zbiegi okoliczności.
Nie chodzi o to, żeby zamknąć siebie w jednej z tych dziedzin i powiedzieć: „Jestem taka. Taka jest moja definicja. Koniec”.
Chodzi o to, żeby zobaczyć swój potencjał, poznać jego różne strony i świadomie go szlifować.
Nie traktować astrologii jak wyroku. Nie traktować Human Design jak szufladki. Nie traktować symboli jak instrukcji, której trzeba bezwzględnie przestrzegać.
Wskazówki mają nam pomagać, a nie odbierać nam sprawczość.
Mają poszerzać perspektywę, a nie zawężać nasze możliwości.
Bo możemy znaleźć podpowiedzi niemal wszędzie. Czasami wystarczy otwartość umysłu, odrobina uważności i gotowość, by spojrzeć na coś z innej strony.
Kiedyś pytałam: „Co to oznacza?”
Dzisiaj coraz częściej pytam: „Co to we mnie porusza? Co mogę dzięki temu lepiej zrozumieć?”
I może właśnie na tym polega różnica.
Nie chcę, żeby symbole decydowały za mnie. Chcę nauczyć się z nimi rozmawiać.
Naucz się czytać symbole, ale tak, by Cię wspierały, a nie wyniszczały Twoją drogę.
Niech będą drogowskazami, nie wyrokami.
A Ty pozostań osobą, która wybiera kierunek. 🌿
— Orionka